wprowadzenia do codziennej modlitwy...


W miejscu moich "przemyśleń" chciałbym umieszczać krótkie wprowadzenia do codziennej modlitwy, szczególnie dla tych wszystkich, którzy zasmakowali w modlitwie medytacyjnej proponowanej podczas rekolekcji adwentowych "Pozwól się odnaleźć". Sposób modlitwy, który proponuję, znajdziesz tutaj (modlitwę można skrócić do 15-20 minut), natomiast uwagi dotyczące modlitwy i życia duchowego znajdziesz tutaj. Jeśli nie zaznaczono inaczej, te wprowadzenia do modlitwy są mojego autorstwa (o. Grzegorz Ginter SJ).


Uwaga: wszystkie teksty liturgiczne włącznie z czytaniami na dany dzień znajdziesz tutaj.


Sobota, 5 stycznia      tekst: J 1, 43-51

      1. Widzimy w ostatnich dniach cały ciąg powołań różnych ludzi. Ale część z nich zawołał Jezus, inni zostali przyprowadzeni przez kogoś (Szymon przez swojego brata, dzisiaj Natanael przez Filipa). Warto zobaczyć więc, że Jezus różnymi drogami przychodzi do człowieka. Każdy ma swoje specyficzne powołanie, misję w życiu (nawet, gdyby wg ludzkich norm była to najbardziej szara robota), i Bóg w to wszystko wchodzi na rozmaite sposoby. Jednych dotyka bezpośrednio, do innych dociera przez "pośredników", jednak ostatecznie każdy spotyka się twarzą w twarz z Jezusem. Może warto pomyśleć, czy mam (miałem) takie spotkanie z Jezusem - twarzą w twarz. A jeśli nie, co może mnie blokować? Co może powodować, że do tego spotkania nie dochodzi?

      2. "Czyż może być co dobrego z Nazaretu?" - ileż razy w życiu my to pytanie zadajemy. Na iluż stereotypach się opieramy, ile już sądów wydaliśmy na podstawie pierwszego wejrzenia. W tym punkcie modlitwy warto zobaczyć to, jak sądzi Bóg, jak nas osądza Jezus (uniewinnienie poprzez miłosierdzie), a jak my często sądzimy innych, jakim sądem się posługujemy, jakie stereotypy nosimy w sobie o innych (może i o nas samych również).

      3. Jezus zobaczył Natanaela wcześniej "pod drzewem figowym". Owo drzewo figowe to symbol takiej rzeczy w nim, której może sam Natanael się wstydził przed samym sobą, co ukrywał dokładnie. Tymczasem Jezus Mu mówi, że właśnie to miejsce jego życia zna. Zna to, co może on sam wypiera ze swojej świadomości. Popatrz na swoje życie, serce i poszukaj czegoś takiego, czego sam się boisz, przed czym uciekasz. Posłuchaj również, jak Bóg mówi do Ciebie, że zna Cię doskonale i to miejsce bolące Cię - również zna. I nie potępia, nie karze, nie osądza w żaden sposób. Posłuchaj wyznania Natanaela o Jezusie... co Ty byś powiedział o Jezusie, który mówi, że Cię zna i to w tych najgłębszych pokładach Twego serca?


Piątek, 4 stycznia       tekst: J 1, 35-42

      1. "Oto Baranek Boży". Warto tą scenę powiązać z Eucharystią, bo rzeczywiście tam jest jej odniesienie. Zobaczmy, że tutaj te słowa słyszą dwaj uczniowie Jana i idą zaraz za Jezusem. Skoro te słowa tutaj mają taką moc, to może warto, byśmy w Mszy św. również się w nie wsłuchali i przyjmowali zaproszenie do pójścia za Jezusem (nie jest dobrze więc, kiedy z niewiadomych przyczyn te słowa we mszy się zmienia). Chodzi też o zobaczenie, że są słowa, które mają taką moc - prowadzą do Jezusa. Może na wiele z tych słów już nasza wrażliwość się troszkę "stępiła", jednak Bóg nie przestaje wypowiadać ich (tutaj wypowiada je Jan Chrzciciel).

      2. Jak ważne to było doświadczenie dla tych dwóch, skoro Jan zapamiętał nawet godzinę, o której to było. A przecież Jan spisywał swoją Ewangelię najpóźniej ze wszystkich ewangelistów, może nawet i ponad 50 lat po tych wydarzeniach. Myślę, że nie miał tak fenomenalnej pamięci, tylko to wydarzenie było dla niego tak znaczące, że nigdy go nie zapomniał. Czy my mamy też takie spotkania z Panem, które pamiętamy do dziś? Czy wracamy do nich, szczególnie w trudnych chwilach? Warto to robić, szczególnie kiedy przychodzi jakieś zwątpienie, ciemności, strapienie...

      3. Ciekawe jest, że ci dwaj ledwo tylko zobaczyli, gdzie mieszka Jezus i po pobycie u Niego raptem jeden dzień (tak wynika z opisu), a już jeden z nich, Andrzej, kiedy spotyka swojego brata, Szymona - nazywa Jezusa Mesjaszem. Czy po jednym spotkaniu można od razu mieć taki sąd o człowieku? Wszak nie było mowy jeszcze o żadnym cudzie, ba, nawet o nauczaniu... Jak mocne musiało być to spotkanie, że Andrzej od razu po nim stał się ewangelizatorem - przyprowadza własnego brata do Jezusa. Czy mamy też takie spotkania z Bogiem po których gotowi byliśmy ewangelizować, mówić o Nim innym?


Czwartek, 3 stycznia     tekst: J 1, 29-34

      1. Jesteśmy nazajutrz od wydarzeń, które były wczoraj. Więc Jan mówił o kimś, kto już jest blisko. Jezus właśnie teraz przyszedł do Jana i najpierw chce się ochrzcić. Jan daje po raz kolejny świadectwo o Jezusie, wskazuje, że Jezus był przed nim, chociaż to Jan pierwszy się objawił. Pośrednio więc wskazuje na Jezusa jako Boga. Też te słowa: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata". Gładzić grzechy też może tylko Bóg, co zresztą wszyscy uczeni i faryzeusze będą Jezusowi potem wypominać, że uzurpuje sobie coś, co przynależy tylko Bogu (nie wierzyli w Jego bóstwo). Jan więc od początku wskazuje na to, kim jest Jezus. Czy my wierzymy w to bóstwo Jezusa? Czy wierzymy, że On naprawdę gładzi grzechy? A jeśli tak, to czy korzystamy z tego i czy naśladujemy Go w tym (przebaczając naszym winowajcom, jak modlimy się w "Ojcze nasz")?

      2. Jan wiedział, że Mesjasz ma przyjść do niego po chrzest. Sam Bóg mu to powiedział, że na tym, nad którym ujrzy Ducha, ten właśnie chrzci Duchem Świętym. Duch objawił się tutaj pod postacią gołębicy i do dzisiaj ten symbol jest przez wszystkich rozpoznawany. Można więc powiedzieć, że tam gdzie jest Słowo Boga (Jezus - Syn Boży), tam jest i Duch. Zawsze idą w parze. Ani nie wystarczy sam Duch, ani nie wystarczy samo Słowo. Zawsze są razem, wysłani od Ojca. Jakie miejsce zajmuje Duch Święty w moim życiu? Czy jest Kimś, kogo codziennie przyzywam? Czy rozpoznaję w sobie dary, które On daje? Co z nimi robię? Korzystam z nim dla dobra swojego i innych?

      3. Jan daje świadectwo, po raz kolejny, że Jezus jest Synem Bożym. Świadectwo daje ktoś, kto widział, kto spotkał - Słowo Boga i Ducha Świętego. Nasze świadectwo życia również ma z tego wypływać, że jesteśmy wypełnieni Słowem Bożym i Duchem Świętym, które prowadzą nas do Ojca. Mieć Słowo, mieć Ducha i być przez Nie przemienianym, odmienianym każdego dnia. Najpierw trzeba o to prosić, to dar. Ale z drugiej strony to dar, który już nam został dany. Prosząc więc o niego, mamy jednocześnie działać zgodnie z tym darem - bo już go mamy. To trudno może zrozumieć w pierwszym momencie, bo prosimy o coś, o co już mamy. Ale tak właśnie trzeba robić. Prosić o Ducha każdego dnia i żyć Nim. Wtedy będziemy prawdziwymi świadkami tego, "który gładzi grzechy świata".


Środa, 2 stycznia        tekst: J 1, 19-28

      1. Zadziwia wielka pokora Jana. Jest człowiekiem, który całkowicie poświęcił się przygotowaniu drogi Jezusowi i mówieniu o Nim. Do tego stopnia, że kiedy pytają go, kim jest, potrafi odpowiadać tylko poprzez negacje. Jakby usuwa się całkowicie w cień po to, by wyeksponować osobę Tego, którego przepowiada. Nawet, kiedy mówi kim jest, nie określa siebie jako proroka, czy kogoś podobnego - jest głosem wołającego na pustyni. Jest czyimś głosem. Może w tym kontekście warto, byśmy siebie zapytali, czego szukamy w życiu. Jan do tego stopnia całą chwałę chciał oddać Bogu, że aż uznał siebie za czyjś głos. A my? Czyjej chwały szukamy? Św. Ignacy w książeczce Ćwiczeń Duchowych, na samym początku zawarł słowa: "Człowiek stworzony jest, aby Pana, Boga swego chwalił, czcił i Jemu służył...". A ja?

      2.  "Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie...". On już jest pośród nas, kontemplowaliśmy Go dopiero co w stajence, w żłóbku ale... czy Go znamy? Słowa Jana są mocne i nie są skierowane tylko do faryzeuszów. Też do nas. Czy Go znamy? Ile lat już Go poznajemy? Co oznacza znać Go? To pełnić Jego wolę, to być całkowicie jak On, czuć jak On, myśleć jak On, podejmować decyzje jak On (nawet niepopularne), działać jak On. Znać Go, to po prostu stać się jak On. Na to potrzebujemy czasu, ale czy już jesteśmy na tej drodze, by stać się Nim? "Ja jestem Drogą" - powie pewnego razu... kiedy wchodzisz na tą Drogę, już jesteś na miejscu, bo On jest Drogą...

      3. "...który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała". Jan ujawnia w całej pełni to, kim jest. Rzemyki od sandałów odwiązywał najmłodszy z niewolników albo dzieci, było to zajęcie upokarzające... Jan mówi, że nie jest godzien odwiązać rzemyka u sandała Temu, który idzie za nim. Oto prawdziwy uczeń Jezusa, który pojął naukę Mistrza, zanim ten zaczął nauczać. Bo Jezus powtórzy ten gest w Wieczerniku wobec swoich uczniów - kiedy będzie ich uczył prawdziwej pokory, myjąc im nogi (również zajęcie niewolników). Co postawa Jana mówi mi o mnie? Jakie pragnienia rodzą się we mnie patrząc na niego? Czy chcę upodabniać się coraz bardziej do Jana, by móc coraz bardziej upodabniać się do Jezusa?


Wtorek, 1 stycznia 2008

Uroczystość św. Bożej Rodzicielki i Nadania Imienia Jezus - święto tytularne Jezuitów     tekst: Łk 2, 16-21

      1. Pasterze, słysząc wieści o nowonarodzonym Dziecięciu, udają się do Betlejem, posłuszni wezwaniu anielskiemu. Kiedy się już znajdują w grocie, opowiadają wszystko, co usłyszeli o Jezusie. Wydaje się, jakby nie byli pierwsi, bo wszyscy się dziwili temu. A przecież Maryja nie powinna być zdziwiona, Józef także - wszak Anioł wcześniej im objawił, kim będzie to Dziecię. Ale ważne jest to, że pasterze z jednej strony są posłuszni wezwaniu, by pójść do Jezusa, z drugiej, nie zatrzymują tej radości dla siebie. Tutaj możemy przyjrzeć się naszej postawie wobec Dobrej Nowiny. Czy jesteśmy jej posłuszni i czy umiemy (chcemy) się nią dzielić.

      2. Maryja rozważa to wszystko w swoim sercu. W ogóle nie spotkamy w Piśmie Św. zdania, które by sugerowało, że Maryja wydała jakiś sąd, opinię na jakiś temat, nic. Ona zachowuje to w swoim sercu. My zaś przeciwnie, czasem zanim będziemy wiedzieć wszystko na dany temat, już sądzimy, wydajemy opinię, czasem nawet "mądrzymy się" myśląc, że coś wiemy. Jak bardzo potrzeba nam tej cierpliwości Maryi i tego kontaktu, jaki Ona miała ze swoim sercem, czyli ze swoim wnętrzem (gdzie mieszka Bóg). To jej święto dzisiaj, więc warto pomyśleć o tej Jej wspaniałej cesze - wsłuchiwania się w swoje serce i bycia z nim w nieustannym kontakcie - czyli bycia w nieustannym kontakcie z Bogiem.

      3. Nadali Mu imię Jezus. Dla Żydów nadanie imienia komuś oznaczało panowanie nad tym kimś lub czymś. Dlatego człowiek w raju nadaje imiona zwierzętom i w ten sposób zaczyna wypełniać Boże przykazanie "czyńcie sobie ziemię poddaną". Jednak tutaj, chociaż to Józef nadaje imię Jezusowi, jest coś innego - dają Mu imię takie, jakie wypowiedział Anioł wcześniej. To nie jest więc inicjatywa Józefa czy Maryi. To sam Bóg nadaje imię swojemu Synowi. Ale w ten sposób również możemy o sobie pomyśleć. Wszak pomimo tego, że to nasi rodzice nadali nam imię, to jednak działo się to podczas chrztu, a więc w momencie, w którym Bóg przyjął nas jako swoje przybrane dzieci (o czym wspomina dzisiejsze drugie czytanie Ga 4, 4-7). Może więc warto również, podczas dzisiejszej modlitwy zgłębić tę wielką tajemnicę bycia Córką czy Synem Boga. Co to oznacza dla mnie? Czy naprawdę przyjmuję to, że jestem prawdziwym Dzieckiem Boga?


Poniedziałek, 31 grudnia          tekst: J 1, 1-18

      1. Bóg stwarza wszystko (aż do dziś) swoim stwórczym Słowem i to Słowo, które Bóg wypowiedział przed wiekami, teraz stało się Ciałem. Już Ojcowie Kościoła widzieli tą właśnie zależność, że Bóg (Ojciec) stwarza wszystko swoim Słowem, czyli Swoim Synem, który jest Słowem Przedwiecznym. Być może te rozważania brzmią trochę abstrakcyjnie, jednak warto pomyśleć nad jednym - o czym pisze również św. Paweł - że wszystko zostało stworzone przez Chrystusa, że On był przy stwarzaniu i dlatego mógł powiedzieć wobec faryzeuszów, że "zanim Abraham był - Ja Jestem". Nie wystarczyło więc, że dzięki temu Słowu istniejemy, zostaliśmy stworzeni, lecz to Słowo chciało być tak blisko nas, że stało się Ciałem. Wielka to tajemnica i nigdy za wiele zgłębiania jej.

      2. Możemy również zobaczyć i porównać te dwa fragmenty Pisma - dzisiejszy z początkiem Pisma Św. Oba zaczynają się tak samo: "Na początku...", czyli mają coś wspólnego ze sobą. Św. Jan pisze, że w Słowie było życie i życie jest światłością, która oświeca ciemności i te ciemności nie są w stanie jej ogarnąć. W księdze Rodzaju czytamy zaś, że kiedy Bóg stworzył niebo i ziemię, ziemia była bezładem i pustkowiem i ciemność unosiła się nad bezładem wód (Rdz 1, 2). To ważne, bo światłość staje się dopiero wtedy, kiedy Bóg wypowiada Słowo (Rdz 1, 3). To jest pierwsze Słowo, jakie wypowiada Bóg i św. Jan jakby do tego nawiązywał i pokazuje, że tą światłością, która daje życie, daje wszystko jest Chrystus. A my, z kontemplacji tak wzniosłych rzeczy możemy wrócić do żłóbka i zobaczyć Kim jest Ten, który stworzył wszystko, który jest Potężnym Panem, Światłością, Słowem Ojca... jest małym Dzieckiem.

      3. To ostatni dzień kalendarzowego roku. Może więc warto spróbować go podsumować w tej modlitwie. Św. Ja wypowiada również takie słowa:  "łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył." Ile było Jezusa w ciągu ostatniego roku? Czy rzeczywiście doświadczam, że łaska i prawda przyszły przez Niego? A przeze mnie? Ile przyszło prawdy, łaski, miłosierdzia, dobroci - dla innych i dla mnie? Boga nikt nigdy nie widział, ale to Jezus o Nim pouczył, to Jezus ukazał Kim naprawdę jest Bóg. Czy umiałem Go dostrzec i w jakich okolicznościach - w tym ostatnim roku? Czy chciałem Go widzieć? Na kim bardziej byłem skoncentrowany: na sobie, czy też na Nim? Na moich problemach, kompleksach, grzechach, słabościach? Czy też na Nim, jedynym i prawdziwym Bogu, który teraz stał się Ciałem.


Niedziela, 30 grudnia         Świętej Rodziny         tekst: Mt 2, 13-15. 19-23

      1. W tym tekście, który już rozważaliśmy w poprzednim tygodniu warto zwrócić uwagę najpierw na podwójną interwencję Boga w życie św. Rodziny. Ciekawym jest, że Bóg zwraca się do głowy rodziny - Józefa, któremu przecież została powierzona opieka nad Maryją i Dziecięciem. A więc z jednej strony mamy Boga, który interweniuje w momentach ważnych dla rodziny, z drugiej strony Bóg komunikuje się z Józefem (a nie np. z Maryją). To pokazuje w pewien sposób rolę ojca w rodzinie - jest powołany do komunikowania się z Bogiem oraz do strzeżenia rodziny, opiekowania się nią. Warto, by mężczyźni, modląc się tym fragmentem Pisma dostrzegli to ważne przesłanie.

      2. Ta komunikacja Boga z człowiekiem, Ojca z ojcem jest bardzo ważna i pokazuje jeszcze jeden aspekt - zależność rodziny od Boga. Józef jako głowa świętej Rodziny uznaje Boga nad sobą i jest Mu posłuszny. To posłuszeństwo jest bardzo ważne, bo ratuje ich życie. Warto porozmyślać o tym, czy Bóg jest obecny w naszych rodzinach, na jakich zasadach tam jest (w sakramencie małżeństwa został zaproszony do tej wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej, ale na którym miejscu?) i czy w rodzinie potrafimy być posłuszni Bogu we wszystkim, choć czasem wydaje się to po ludzku "mało logiczne" (to zakłada wspólną modlitwę małżonków, też modlitwę każdego z nich osobno, rozmowy na ważne tematy, poszukiwanie wspólnego zdania i podejmowania decyzji wspólnie). Jak to jest naprawdę w naszej rodzinie i do czego Pan nas wzywa, zaprasza?

      3. Okoliczności życia sprawiają czasem, że nasze rodziny przeżywają kryzys, może jak św. Rodzina - na wygnaniu, emigracji (dosłownie lub w przenośni). Warto zapytać i rozważyć, czy nawet w trudnych sytuacjach potrafimy oprzeć się na Bogu, zaufać Mu, że przeprowadzi nas przez ciemną dolinę, że będzie prowadził i dawał wskazówki? Czy to zaufanie prowadzi nas do posłuszeństwa i oddania Jemu? Czy naprawdę wierzymy, że Jemu zależy na naszej rodzinie tak, jak zależało Mu na rodzinie Jego Syna? Czy ja osobiście robię wszystko, co w mojej mocy, by moja rodzina rzeczywiście opierała się na Bogu? Co chcesz Mu teraz powiedzieć w związku z tym? Co rodzi się w Twoim sercu...?


      e-DR                      archiwum